Seminarium z Siv Svendsen

DSC02212

Ostatni weekend spędziłam pod Warszawą w magicznym miejscu na seminarium prowadzonym przez niesamowitą osobę- Siv Svendsen.

Od dłuższego czasu podglądam tę norweską zawodniczkę i instruktorkę, czytam jej bloga i oglądam bardzo inspirujące filmy na jej kanale Youtube. Totalnie nie mogłam się doczekać tego seminarium.Teraz kiedy jestem po, mogę szczerze napisać, że absolutnie się nie zawiodłam. Było to zdecydowanie jedno z najlepszych seminariów na jakich dotąd byłam. Cała filozofia Siv bardzo spójna i dopracowana. Uwielbiam, kiedy prowadzący bardzo zwraca uwagę na detale, a Siv w tym jest niezwykle skrupulatna. Widać u niej olbrzymie doświadczenie, wyczucie i co bardzo ważne- niesamowite zaangażowanie. Praca pod okiem takiego instruktora to istna przyjemność. Jako wisienka na torcie- to jaka jest Siv jako człowiek- niezwykle otwarta, radosna, z wielkim poczuciem humoru. Oczywiście mi się bardzo podobało to, że w wielu, wielu miejscach stosowany przeze mnie system treningowy jest bardzo podobny do tego Siv. Tak patrząc na te trzy dni seminarium sobie przypomniałam, jak to ponad dwa lata temu miałam zagwozdkę- oprzeć szkolenie na samokontroli czy nie oprzeć… O samokontroli miałam wtedy takie pojęcie, że trafiłam na jeden filmik z czymś takowym i od razu pomyślałam, że to będzie coś idealnego dla teriera! Dziś wiem jaki to był trafny wybór, a Siv mnie jeszcze w tym bardzo mocno utwierdziła!

Oprócz praktyki Siv serwowała nam przez trzy dni teorię, na której jeszcze lepiej można było poznać jej metodologię pracy. Jej główne zasady podczas treningu (które mi się bardzo oczywiście spodobały, bo są bardzo w zgodzie z tym co sama myślę i robię) to:

  • na każdym etapie duuuużo zabawy!
  • rozwiązywanie problemów to FUN
  • stosować różne zabawki by osiągnąć różne emocje
  • im więcej zabawy tym lepszy fokus
  • używać sygnałów, które budzą oczekiwania, potem przerobić je w przedkomendy
  • w zabawie wesoła przemoc, co by nie mieć wrażliwych psiunków
  • jak coś jest niekomfortowe to trzeba to przewalczyć!

Podczas teorii dużo było informacji na temat początkowej pracy z młodym psem, poszukiwania właściwego nastroju- w kontekście różnych ćwiczeń, treningów i startów oraz przygotowania się do zawodów. Naprawdę solidny pakiet wiedzy, podany w bardzo przystępny sposób, okraszony wieloma, wieloma filmami. Teoria była naprawdę super, a praktyka jeszcze lepsza!

Chyba pierwszy raz tak naprawdę mogłam się przekonać jak to dobrze mieć dwa psy w treningu. Miesiąc temu Dobby uszkodził solidnie łapę, przez 4 tygodnie chodził praktycznie tylko na smyczy. Liczyłam się z tym, że na seminarium może zaliczyć jedno wyjście i zejść na trzech łapach. W tej sytuacji to była prawdziwa ulga, że w razie czego jest przecież Taflon :)

Tak czy inaczej na pierwszy ogień został wybrany Dobiś. Wiedziałam, że po miesiącu przerwy będzie go trochę nosiło… a jednak mnie zaskoczył- nosiło go BARDZO! Już na dzień dobry zwariował na widok kucyka, on koniecznie musi się z nim przywitać. Potem było tylko ciekawiej… Stwierdziłam, że nie ma co się rozdrabniać i trzeba się zabrać za największy nasz problem, czyli aport metalowy. No i się zaczęło. Trzy dni prób przekonania teriera do metalu, a Dobiś konsekwetnie odmawiał współpracy w tym temacie. Dziś jak sobie o tym myślę to stwierdzam, że powinnam mu odpuścić. Myślę, że takie skoncentrowanie się na problemie tylko utrwalało w nim poczucie, że coś jest na rzeczy z tym metalem i zdecydowanie lepiej go nie brać. Poza metalem z Dobisiem zrobiłam tylko krótko dwa inne elementy. Rozróżnianie komend i tutaj porażka, bo Dobiś przez całe semi zachowywał się jak dziki pies dingo, który nie wie co to znaczy wytrzymać w pozycji, oddawanie zabawki to też rzecz dla niego zupełnie obca… Na szczęście, gdzieś w międzyczasie zrobiłam też chodzenie przy nodze i tam się uruchomiło to co się miało uruchomić. Ostatecznie więc nie uduszę jeszcze gada. Swoją drogą to straszne, ale ja naprawdę uwielbiam tego dupka :)

W przerwach od użerania się z Dobisiem, swój debiut na seminarium miał najgrzeczniejszy szczeniak świata- Pan Taflon. Z borderuskiem porobiłam trochę sobie kwadrata, na którego póki co brakuje mi konkretnego pomysłu. Kiedyś robiłam z nim świadomość, potem przeszłam na podkładanie piłki i przerzucanie jej przez… teraz na semi robiliśmy też świadomość. Pewnie na codzień będę uskuteczniać miksa, czyli raz ćwiczenia na szybkość, raz na świadomość. Pokazałam też chodzenie- tutaj miałam ochotę ukochać Taflona z całej siły- młody sobie tuptał radośnie u mojego boku, między ludźmi i nic nie robiło na nim najmniejszego wrażenia. Koncentrację ma super- Kochany Kujon! Siv pomogła mi zdecydować, który rodzaj zwrotów wybrać dla młodego. Przy okazji usłyszałam, że chodzenie fajne, choć trochę zbyt energiczne,,, Hmmmm biorąc pod uwagę, że najbardziej na świecie bałam się, że będę miała smutnego i spiętego bordersa to chyba o lepszy komplement trudno :P Przy pozycjach w marszu, stój i waruj zostały uznane za za bardzo wyskokowe, no cóż… lubimy to :) Ostatniego dnia postanowiłam zrobić trochę dynamiki, powroty z aportem, przywołania… Tutaj akurat też myślę, że tak jak przy Dobisiu, trochę za dużo było nacisku na ten element i w rezultacie dzieciak zamiast być szybszy to zwalniał. Tak czy inaczej te trzy dni dały mi bardzo, bardzo, baaardzo dużo!

Teraz po powrocie do domu- trenujemy na maksa! Wprowadziłam sporo zmian, a w planach mam kolejne. U obu psiurów obniżam hopstója i zaczęłam nagradzać z prawej ręki za przywołanie. U Taflona wprowadziłam dostawianie się bez komendy i z tego chodzenie na kontakcie na przejściach też bez komendy… jest to absolutny strzał w dziesiątkę. Siv na prezydenta! :D

Dodaj komentarz

*