Sezon 2016 Rozpoczęcie

12079873_801551669991584_8227875724489024443_o

No to zaczęło się. Przez zimę trwała długa przerwa od startów, oficjalne skończyły się w listopadzie, potem jedne treningowe na początku grudnia i długo, długo nic, aż do marca. Nie lubię tak długo nie startować. Niby robię przebiegi, treningi takie, inne, w różnych miejscach, warunkach, testuję to czy tamto, ale jednak co zawody to zawody- najlepsze źródło wniosków. Zima w tym roku była łaskawa jeżeli chodzi o warunki, przynajmniej nad morzem śniegu prawie nie było i można było trenować na spokojnie. Starałam się te ostatnie miesiące wykorzystać możliwie jak najlepiej.

U obu psów wałkowałam oczywiście nowe ćwiczenia, w najróżniejszych warunkach, rozproszeniach, łańcuchach. Przez dość długi czas wszystko dobrze wyglądało na naszym boisku, natomiast w przebiegach w nowym miejscu potwory często miały problem ze znalezieniem pachołka do obiegania czy z prostym wysyłaniem w przód. Także niejako oba te elementy stały się naszym priorytetem. U Taflona dodatkowo wałkowałam naprawdę dużo chodzenia. Sposobu szukałam od ostatniego lata, próbowałam różnych rzeczy, pokazywałam to chodzenie różnym osobom i ciągle zamiast lepiej to gorzej… Rok 2015 skończyłam zbierając naprawdę niskie noty za to ćwiczenie. A tu nagle metodę wymyśliła mi niezawodna Madziasto, odpaliła natychmiast i przyniosła nareszcie nadzieję na poprawę. U Dobisia później wprowadziłam nowe elementy, więc głównie je dopracowywałam. Największy problem miałam z… zostawaniem. Lata wbijania do głowy, że będąc między psami co by się nie działo nie możesz się ruszyć zaowocowało tym, że Dobiś naprawdę nie chciał się ruszyć. Jeszcze położenie go z siadu jakoś wolno, niepewnie ale szło. Natomiast przywołanie? Po zostawaniu? Z grupy psów? Nigdy! W najlepszym razie Dobiś przychodził krok za krokiem stawał metr ode mnie z miną „wiem, że nie powinienem tu być”, w najgorszym w połowie drogi stwierdzał, że popełnił błąd i wracał na miejsce z podkulonym ogonem… Jego zachowanie mogłoby być dowodem w sprawie jak na psa działa wszelka presja i awersja tego świata, wyrafinowane narzędzia w postaci dławików, kolcy i prądu. Mogłoby być ale nie jest, za przepraszającego za swe nikczemne zachowanie nieboraka odpowiedzialna jest niewinna samokontrola. Niezły efekt uboczny. Na szczęście przerwa w startach trwała na tyle długo, że udało się terierowi pozmieniać w głowie i obecnie (odpukać!) nowe zostawanie działa.

Drugim wyzwaniem było nauczenie teriera wysyłania w przód. W pierwszym podejściu postanowiłam po prostu podkładać mu piłki. Po paru treningach Dobiś wchodził na trening tylko z jedną myślą „gdzieś tam leży piłka” i był chory z tego powodu. Cały czas jej wypatrywał, cały czas o niej myślał… wszystkie ćwiczenia zaczęły się walić, bo koncentracja była coraz gorsza. Mogłam nie wysyłać, mogłam mieć przy sobie lepsze zabawki, nie ważne- tamta gdzieś tam na pewno była i on nie wiedział gdzie czyli najgorzej. Wtedy przeszłam na target. Generalnie było lepiej, ale nadal każde pierwsze wysłanie wyglądało tak, że Dobiś biegał jak oszalały w kółko i dopiero za drugim, trzecim razem się opanowywał. By zmazać z pamięci podkładane piłki wróciłam do starego dobrego „go!”, czyli Dobiś leci na pałę przed siebie, bo gdzieś przed nim spadnie rzucona przeze mnie piłka. Póki co najlepiej się sprawdza, choć czasem brakuje w tym wysłaniu precyzji. No nic będę obserwować co z tym dalej będzie. Taflon przez zimę robił wysłanie na target i w różnych miejscach, otwartych, zamkniętych wyglądało to dobrze. Może czasem trochę wolne, ale za to świadomie proste.

W dobrych nastrojach w ostatnią niedzielę lutego ruszyliśmy na Obi Turniej do Poznania. Organizacja i atmosfera jak zawsze najlepsza a do tego smaczek- wypasiona hala, ciepła z super podłożem (Kiryk Ty to potrafisz!). Akurat idealnie w czasie ostatni check przed oficjalnymi zawodami. Pierwsze odbyły się zostawania i żonglowanie przeze mnie psami, już się zaczynam przyzwyczajać. Tutaj komfortowo, bo psy mi trzymał Łukasz. Dobinek został z panem bez piśnięcia zadowolony, bo dostał do przeciągania się nową zabaweczkę. Za to Taflon jak ujrzał, że wracam na ring z terrierem musiał zostać obezwładniony i trzymany z całej siły, a i tak próbował się jakoś wyrwać. Z nim pierwszym ruszyłam na indywidualne. Pierwsze pozycje w marszu, bardzo przyzwoite. Drugie ćwiczenie „nowe” – wtopa totalna, wiedział dokładnie gdzie jest pachołek a świnia poszedł do aportu. Dobrze, że na treningowych, bo mogłam przywołać do porządku i jakoś za drugim podejściem zrobił bez problemu idealnie. Aportek kierunkowy ładnie. Kwadrat- druga wtopa- wysłanie w przód, stanął sobie po drodze na namalowanym znaku, który wyglądał jak target, porażka… Przywołanko ładnie. Pozycje na odległość, przez zimę dalej kontynuowałam naukę wskoku do siad ze stój. W rezultacie, tego nie skończyłam, za to stara komenda nie ruszana przestała działać… Patyczki i chodzenie ładnie. Generalnie wsio ładnie tylko za nowe i kwadrat by były zera :O

Drugi poszedł Dobiś, pozycje w marszu ładnie. A potem nowe. Sobie myślę, że jak Taflon nie zrobił to Dobiś to już w ogóle. Tylko się gapił lewy aport, prawy i znów lewy. Bez entuzjazmu wysłałam, a tu mój geniusz pewnie do pachołka- i kto jest najmądrzejszy?! Aportek kierunkowy bardzo ładny. Kwadrat: wysyłanie na „go” idealnie wyszło, no kurka! Terrier pobił mi bordera. Za to w przywołaniu nie wytrzymał i zaczął wyprzedzać mi komendy. Zmiany pozycji, patyki i chodzenie bardzo, bardzo pięknie! Taka niespodzianka z tego Dobisia. Po treningowych jadę prosto na obóz mix obi-agility. Prowadzę tam część posłuszeństwa, a po hopkach goni Magda Łabieniec. Prosto z obozu na pierwsze kwalifikacje w tym roku i z tego powodu muszę zrezygnować z treningów agility. Niestety… za to razem z niezastąpioną Madziasto bierzemy się ostro za obi moich potworów. Pierwsze dwa dni przeznaczam na rozproszenia- dzikie kuszenie aportami podczas wysyłania do pachołka z dedykacją dla Taflona i podpuchy podczas przywołania specjalnie dla Dobisia. W środku obozu robię sobie treningowe przebiegi, z kilkoma punktami nagradzania. Również w połowie obozu stwierdzam, że olewam target u Taflona i na szybko zmieniam na „super go Dobisia”. Mam w końcu trzy dni do zawodów, powinnam zdążyć! :P W ostatnie dwa dni szlifuję detale, podciągam prędkości. Forma psów wydaje się dobra, moja gorsza… tak jak nigdy nie choruję to luty przechorowałam cały, chyba w odbiciu za wszystkie zdrowe lata… na obozie ponownie dopada mnie jakaś zaraza :(

Do Gamratki na kwalifikacje jadę w średniej formie i nastroju. Pierwsze zawody w Polsce wg nowych regulaminów- a tu brak schematów, treningów, odprawy (sic!). Nie uważam, że schematy czy treningi powinny być obowiązkowym punktem zawodów. Wręcz przeciwnie. W wielu krajach tego nie ma i dla mnie to nie problem. Jednak w sytuacji, gdy zmieniają się ćwiczenia i wszyscy łącznie z komisarzami, obsługą nie mają doświadczenia to trochę zmienia postać rzeczy. No ale cóż, sytuację podsumowuje fakt, że zawody odbywają się na prywatnym placu treningowym, ot i tyle na temat. Nie spotkałam się za to chyba z sytuacją by nie było odprawy, zero ustaleń, co jak będzie wyglądało. W zamian otrzymujemy przedpsa, który nie wykonuje kilku ćwiczeń, w tym nowych elementów, za to ma rzucane w nagrodę jedzenie na ziemię… Let’s get started!

Pierwszego dnia psy ocenia Valdislava Akimova. Nie lada gratka, ponieważ w tym roku będzie też oceniać MŚ w Moskwie. Podobało mi się bardzo ocenianie, a jeszcze bardziej dokładne, rzetelne omówienie po starcie. Pani Akimowa wyjaśniła mi każdą stratę punktów, a czasem i dodała co wolałaby widzieć w zmian- super! Żeby na każdych zawodach (w tym na MŚ!) dostawać taką opisową ocenę to by było coś cudownego. Pierwszy start zaliczam z Dobisiem, po zakończeniu szczerze mówiąc jestem mocno załamana i zaczynam mieć wątpliwości czy ta krwawica (czyt. praca z terierem) ma jakikolwiek sens. Dobiś zrobił wszystko, wiele rzeczy bardzo ładnie, a przy tym kiedy tylko mógł wąchał… wąchał… wąchał. M a s a k r a. Podczas wyników załamanie trochę mi przeszło, Dobiś ostatecznie zdobył 4 lokatę na 11 psów, mocną bardzo dobrą (242 pkt) i był wśród nielicznych co nie pozerowali. Kurcze ale z drugiej strony brakowało tak niewiele!! Gdyby nie wstrętny nos to byłaby dosko i kwali z głowy… ech ech ech

Siad w grupie (7,5 pkt)
Wąchał sobie oczywiście…

Waruj w grupie (10 pkt)
Za to idealnie się położył i przybiegł kiedy i jak trzeba. Świń!

Chodzenie (9 pkt)
Bardzo pochwalone, z jedyną uwagą, że czasem trochę kłapnął paszczą.

W marszu (6 pkt)
Tak jak nigdy nie mylił, tak nie usiadł. No i za hopstój Pani Akimova też obcina- do zapamiętania.

Przywołanie (7,5 pkt)
Samo ćwiczenie bardzo pochwalone, ale co z tego jak przez cały czas mojego odejścia wąchał…

Kwadrat (6,5 pkt)
Świetne wysłanie w przód, super tempo do kwadratu, a potem już się ułożył nie tam gdzie trzeba tylko tam gdzie chciał i oddał się wąchaniu. Szłam na niego z morderczymi myślami, miał to gdzieś.

Kierunki (8,5 pkt)
Ciut nie po prostej linii i chyba tempo?

Nowe (5 pkt)
Super prosto pobiegł, ciasno obiegł, szybko usiadł i pobiegł gdzieś jak na kierunki (???), zatrzymany dał się grzecznie przekierować. Podejrzewam, że dałam zły znak optyczny.

Patyki (9,5 pkt)
Bardzo pięknie.

Pozycje na odległość (8 pkt)
Same pozycje super, tyle że… wąchał.

Do zabicia jest ten szorstki kosmita. Ze startu z nim schodzę ledwo żywa, nagle strzeliła mi gorączka. Na szczęście zawodnicy poratowali, postawili na nogi lekami i na Taflona byłam jak nowa. Z Taflonem daliśmy razem plamę, on jedno nawalił, ja drugie i w rezultacie do dosko zabrakło nam 2 punktów!! To jest dopiero dół. Druga lokata nie pociesza absolutnie.

Siad w grupie (9 pkt)
Coś tam któreś z nas dygnęło podczas mojego odejścia.

Waruj w grupie (10 pkt)
Bez uwag.

Chodzenie (9,5 pkt)
Po ćwiczeniu usłyszałam takie słowa: „utarło się, że za chodzenie nie można dać 10 i tylko dlatego dostajesz 9,5″ ! ! ! ! ! Takie słowa od sędzi, która ocenia na MŚ- za ćwiczenie, z którym się tyle namęczyłam! Miodzik na moje serce. Panie Taflonie jest dobrze!

W marszu (9 pkt)
Troszkę spadł z kontaktu na początku ćwiczenia, poza tym dobrze. Choć ja bym chciała by jednak te pozycje były szybsze…

Przywołanie (8 pkt)
Trochę zmieniał tempo, same zatrzymania bardzo dobre.

Kwadrat (6 pkt)
Pierwsza wtopa, wysyłanie poszło spoko (dobra decyzja by zmienić), za to ja dałam za wcześnie komendę by zatrzymać i powtórka z Wrocławia- Taflon odwracając się wciąga taśmę do kwadratu. Decyduję się go poprawić, jest duża strata, ale nie zero.

Kierunki (8 pkt)
Przegryzienie i opóźniona reakcja na puść.

Nowe (6 pkt)
Obiegł ale nie usiadł (-2 pkt), a ja go posadziłam (-2pkt) w ten sposób pięknie oboje zarobiliśmy stratę dosko.

Patyki (9,5 pkt)
Pięknie!

Pozycje (7 pkt)
Tak źle nigdy w życiu nie było, wiedziałam, że kiedyś te stare się posypią, ale jednak wiedzieć a zobaczyć to dwie różne sprawy. Bolesne.

Następnego dnia nie będę ukrywać nie popisałam się jako zawodnik. Kocham startować, ale tego dnia chciałam tylko do łóżka. Zimno, do domu daleko, zmęczona, chora i jeszcze zniesmaczona. Potwory były super dzielne, ale i tego dnia to było za mało. Dobisiowi rano szybko przypomniałam zasady o niewąchaniu. Pomogło i nos starał się mocno trzymać nad powierzchnią ziemi. Dobiś ogólnie się starał, ale no cóż… znów bardzo dobra. Oceniała nas Irina Popyonoka, dając nam również opis ćwiczeń po starcie, za co jestem wdzięczna.

Siad w grupie (0 pkt)
Wstał jak wchodziłam na plac, było to ostatnie ćwiczenie i chyba obydwoje marzyliśmy już tylko o tym by wracać.

Waruj w grupie (9,5 pkt)
Znaczy się kładzenie i przywołanie działa.

Chodzenie (7,5 pkt)
Troszku nam się rozjechało, zabrakło zebrania w sobie z obu stron.

W marszu (6 pkt)
Najdziwniejsza sprawa tych zawodów. Dobiś nie myli pozycji, a tutaj w oba dni na dzień dobry zamiast zrobić co trzeba stawał. Nie wiem do dziś o co mu chodziło.

Przywołanie (9 pkt)
Jak nie wącha to i punkty od razu jakie ładne.

Kwadrat (7 pkt)
Wysłanie w przód ładne, do kwadratu bardzo piękne tempo i pierwszy raz w życiu się od razu sam położył… ach Dobisiu tyle razem a jeszcze pierwsze razy przeżywamy :P

Kierunki (9,5 pkt)
Pięknie.

Nowe (10 pkt)
Ha! Tutaj Dobiś pokazał co potrafi, szybko, ciasno, z energią, szykiem, klasą, powabem i w ogóle to najlepiej. Takie pocieszenie, że co jak co, ale no nowe się zrobiło ładnie.

Patyki (0 pkt)
W ogóle szok bo przyniósł zły. No patyki od długiego czasu są naszym bardzo mocnym punktem, a tu takie coś. Dziwne.

Pozycje na odległość (9 pkt)
I jak w przywołaniu, jak nie węszy to i ocena wysoka. Ach Dobisiu- czemu nie wczoraj??

No i po Dobisiu start z Taflonem. Start potrzebny, bo dał mi bardzo dużo do myślenia. Po omówieniu Taflon zszedł sobie z placu i ignorując mnie pobiegł się odlać. Zaskoczyło mnie, że skąd ten foch, ale oglądając nagrania z weekendu uderzyło mnie to jak ja go olewałam przez oba starty… Nie popisałam się absolutnie jako przewodnik na tych zawodach i był to duży kubeł zimnej wody. Oczywiście potrzebny, bo nic jak zimny prysznic nie orzeźwia i nie mobilizuje do roboty. Tak czy inaczej czwarty start i czwarta bardzo dobra…

Siad w grupie (9,5 pkt)
Ładnie.

Waruj w grupie (9,5 pkt)
Ładnie.

Chodzenie (9,5 pkt)
Drugi sędzia i ponownie wysokie punkty- chwilo trwaj!

W marszu (9 pkt)
Hopstój, trochę krzywo gdzieś.

Przywołanie (8,5 pkt)
„Od bordera oczekuję więcej prędkości”. Ja też :P

Kwadrat (9,5 pkt)
No ale jak się zgramy, jak nie palnę komendy za wcześnie, jak nie powłóczy nogami hamując to jest pięknie.

Kierunki (7 pkt)
Wystrzelił pod złym kątem celując jakieś 2 metry od właściwego aportu, chciałam już zatrzymać, ale zagryzłam wargi i zaufałam… niezawodny Taflon oczywiście zreflektował się, zmienił kurs, przyniósł co trzeba i nie chciał oddać na pierwszą komendę (ukochać czy ubić?).

Nowe (6,5 pkt)
Powtórka z rozrywki z klasy 2 i kierunków- odpalam autopilota i lecę po wybrany aport, bez względu na to co powiesz. Widząc te puste oczy, już wiedziałam co będzie. Na szczęście się daje spoko przekierować.

Patyki (0 pkt)
Kolejny gigant zaskok. No Taflon to już dawien dawna ma cudowne patyki, szybkie, pewne, precyzyjne. Nie pamiętam by cokolwiek było nie tak. A tu chwycił swojego, położył i sprawdził inne, wrócił po swojego, przyniósł. Czemu tak?

Zmiany pozycji (7 pkt)
Równie wstrętne co dnia poprzedniego.

Nic to, widać takie zawody też są potrzebne. Biorąc pod uwagę, że tydzień później są kolejne kwalifikacje to jest co robić. Wniosków masa. Wiele wspaniałych momentów i wiele rzeczy do poprawy, niewiele czasu.

Dobiś, najlepsze fragmenty z obu dni:

Taflon, dzień pierwszy: